Dzisiaj mi koleżanka z pracy powiedziała, że jej córka jest niebinarna i chce wyjechać z Polski bo tutaj „niebinarni nie mają życia”. Właściwie nie pytałem, sama z tym wypaliła xD Jak zainteresowałem się czy to na pewno właściwa diagnoza jak na 14-latkę, czy byli u lekarzy, czy rozmawiała ze specjalistami itd. to stwierdziła, że nie, bo to niepotrzebne. Argumenty: nigdy nie chodziła w samych sukienkach i „ubierała się różnie” oraz dziewczyna ma w klasie już 2 inne niebinarne (obie dziewczyny), a kolejne dwie się „zastanawiają” bo, cytuję:
– „Jedna dużo z nimi rozmawia i też myśli nad zostaniem niebinarną, bo nigdy nie pasowały jej społeczne konwenanse”.
– „Druga mówi, że na pewno nie jest kobietą, ale jeszcze nie wie kim zostać i do jakiej płci jej najbliżej, ale że myśli o byciu transem i działaniach 'naprawczych’ bo organy kobiece jej nie pasują”

I to rozmowa z dorosłą, wykształconą osobą, która mając dziecko z problemami uznaje, że wszystko git, bo dużo innych dziewczyn tak ma ¯_(ツ)_/¯

Czy tylko ja będąc wychowany w latach 90. widzę, że to w prostej linii zastępstwo ówczesnych subkultur? Wtedy też mieliśmy skinów, punków, gothków, a późniejszych latach emo, a teraz mamy „niebinarnych”. Jeśli to się sprowadza do ubioru to pół biedy, ale jeśli nastolatki myślą już o operacjach lub hormonach z czarnego rynku (?) to zaczyna się robić grubo…

#4konserwy #bekazlewactwa #feels #zdrowie #lgbt #neuropa